MAJÓWKA W SŁOWENII

 dzień czwarty


 

   opracowanie i zdjęcia: Ewa Hordyniak


                        

 

   www.gliwiczanie.pl


 

  Czwarty dzień - rano spakowani zjadamy wczesne śniadanie i ładujemy się do autokaru. Jedziemy do miejscowości Škofja Loka. Historia Škofja Loka sięga początków X wieku, a dokładniej roku 973, kiedy te tereny należały do Wielkiego Cesarstwa Niemieckiego, rządzonego przez Ottona II. Cesarz Otton podarował te tereny biskupowi Abrahamowi z Freising jako lenno. Od tego momentu, przez blisko 1000 lat, historia Škofja Loka była związana z rządami tego odległego księstwa kościelnego.
 Dzięki dogodnemu położeniu na szlaku handlowym wiodącym z Bawarii nad Adriatyk osada bardzo szybko przekształciła się w prężnie rozwijający się ośrodek handlowy. W drugiej połowie XIII wieku Škofja Loka otrzymała prawa miejskie, a co za tym idzie także i liczne przywileje oraz ulgi. W tym czasie miasto otoczone zostało potężnymi murami obronnymi z pięcioma bramami miejskimi. Większość tych obwarowań zachowała się do czasów obecnych i przypomina o dawnej świetności miasta. W 1511 roku Škofja Loka została nawiedzona przez trzęsienie ziemi, w skutek którego zniszczeniu uległa znaczna część zabudowy. Kolejne klęski takie jak pożary czy epidemie spowodowały powolny upadek miasta i przyczyniły się w znacznej mierze do jego stagnacji oraz całkowitej marginalizacji na korzyść pobliskiej Lublany. Na początku XIX wieku Škofja Loka dostała się pod panowanie Habsburgów, a po II wojnie światowej weszła w skład Jugosławii (obecnie Słowenia).
Geneza nazwy miejscowości, która przez wiele wieków należała do biskupstwa, również świadczy o jej historii. „Škofja Loka” w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza „biskupią mokrą łąkę”. Škofja Loka to przede wszystkim miasto, które wyróżnia się jedną z najlepiej zachowanych średniowiecznych starówek. W 1987 roku centrum miasta zostało wpisane na listę krajowego dziedzictwa kulturalnego.
  Wysiadamy z autokaru i na placyku pod informacją turystyczną mamy chwilę oczekiwania, bo część wycieczki potrzebowała toalety. Z punktu pobrałam plan miasta (bardzo mi się potem przydał)  i trzasnęłam parę zdjęć mostu kapucyńskiego (podobno najstarszy kamienny most w Środkowej Europie) i widoku na rzekę.

     
   
   



 

Jako, że czekanie się przedłużało postanowiłam oblecieć kościół stojący nieopodal - Kościół św. Jakuba. Kościół zbudowany w XIII wieku. Prezbiterium ze sklepieniem gwiaździstym i dzwonnica zostały dobudowane odpowiednio w 1524 i 1532 roku. Na początku XVIII wieku wykonany został ołtarz z czarnego marmuru. Kościół otaczają niesamowite, średniowieczne domy.

 
   

 

 










     
  Gdy już obleciałam cały kwartał i wróciłam na placyk, okazało się, że naszej grupy tam nie ma... Znaczy gdzieś poleźli.... Miejscowość tej wielkości, że szczególnie się tym nie przejęłam i ruszyłam na główny deptak - czyli Mestni Trg.  

 


     
  Na powyższym zdjęciu widzimy dawny ratusz z XVI wieku. A poniżej XVIII wieczna barokowa kolumna morowa.  
     
   
   
   
     
  Deptak mi się skończył, grupy nie widać, ale widać naszych panów kierowców zapychających zdecydowanym krokiem - no to chyba wiedzą gdzie idą - lecę za nimi..... Goniłam ich pod górę drogą na zamek. Mocno zasapana wpadłam na dziedziniec zamku, gdzie owszem, panowie kierowcy byli, ale naszej grupy ani widu, ani słychu..... Znaczy grupa była, tyle że nie nasza.....  
     
   
   
   



 

Pierwotnie zamek, zaplanowany jako budowla obronna, został zbudowany na początku XIII wieku przez biskupów z Freising. Niestety, ta monumentalna, efektowna warowna twierdza została zburzona na początku XVI wieku podczas trzęsienia ziemi, które nawiedziło miasteczko. Wysiłku odbudowy i restauracji zamku podjął się ówczesny biskup Filip, który nadał mu wygląd, który dotrwał do dziś. Pierwotnie, tam, gdzie obecnie znajduje się zamkowy dziedziniec, stała imponująca czterokątna wieża. Obecnie zachowały się z niej tylko zarysy. Sam zamek, jak większość tego typu budowli, pełni funkcję muzeum, w którym prezentowane są zbiory pochodzące z tych terenów, zarówno kulturowe, przyrodnicze, jak i etnologiczne.
A ja nie wytrzymuję nerwowo i dzwonię do męża, dowiedzieć się gdzie są - i ku mojemu zdumieniu dowiaduję się, że są na deptaku, na zamek w ogóle się nie wybierają, a pilot właśnie daje im czas wolny na zwiedzanie samodzielne. Na szczęście kierowcy powiedzieli mi gdzie zostawili autokar, więc poczułam się wolna i poleciałam zwiedzać dalej.....


 





 
  Przy uliczce Klobovsovej trafiam na Kościół Maryi Niepokalanej Sióstr Urszulanek, dawniej Sióstr Klarysek , w którym podziwiać można wystawę miniatur.  
     
   
   








   

 

Jeszcze jeden zaułek i znów jestem pod kościołem św. Jakuba, w którym właśnie skończyła się msza i jest przez chwilę dostępny do zwiedzania - korzystam.....

 











 

Pomału trzeba już ruszać w stronę parkingu, na którym czeka autokar. Dreptam niespiesznie, a w którą stronę bym nie obróciła głowy, tam jakiś zachwycający widok...

 





 

Miałam wrażenie, że jestem w miejscu, w którym czas się zatrzymał. Przeurocze miasto, chyba najpiękniejsze ze wszystkich jakie tu odwiedziliśmy..... A my odczekawszy chwilę pod autokarem, bo dla odmiany kierowcy się zgubili, jedziemy zrealizować ostatni punkt programu - czyli obejrzeć Letalnicę w Planicy.
 Letalnica braci Gorišków (do 2004 r. Velikanka, pol. Olbrzymka) – mamucia skocznia narciarska o punkcie konstrukcyjnym K200 i rozmiarze HS 240, zlokalizowana nieopodal wsi Rateče  w dolinie Planica w Alpach Julijskich, otwarta w 1969 r.
Nazwana na cześć jej konstruktorów – braci Vlada i Janeza Gorišków, dla odróżnienia od usytuowanej tuż obok Bloudkovej velikanki. W 2004 r. zmieniono jej nazwę z Velikanka na Letalnica (pol. Skocznia do lotów narciarskich). Ze względu na warunki atmosferyczne panujące w dolinie Planica rozgrywanie konkursów na Letalnicy możliwe jest wyłącznie w godzinach przedpołudniowych. Wówczas, przy słonecznej pogodzie, pojawia się wiatr wiejący ze wschodu o sile w granicach 2–3 m/s. Skocznia jest wyposażona w zasłony przeciwwietrzne z możliwością ich zamykania. Na skoczni ustanowiono 29 rekordów świata w długości skoku (lotu) narciarskiego.
 Wysypujemy się z autokaru podziwiając i kompleks skoczni i piękne góry dookoła, a ja chyłkiem udaję się w ustronne miejsce skąd startuję wykonać parę ujęć tej przepięknej doliny.


 

















 

W tym czasie mój małżowinek zwiedza ośrodek z poziomu gruntu, gdzie ku swemu zdziwieniu znajduje podziemny parking zawalony śniegiem. Zapasy zrobili czy co.....

 









 
  Wreszcie ostatni rzut oka na piękne Alpy Julijskie, wsiadamy do autokaru i ruszamy w stronę domu. Nawet nie było korków, których obawiali się kierowcy, więc po spokojnej podróży z kilkoma krótkimi postojami zaraz po północy dojeżdżamy do mety - czyli na parking pod firmą, na którym czekają nasze własne auta.... W domu na nasz widok najbardziej ucieszyły się koty.....
No i tyle - wrażeń było dużo więcej, ale każdy sobie przypomni przeglądając zdjęcia. Jak zwykle świetna wycieczka w świetnym towarzystwie. I znów trzeba czekać na następną....
 
     
     

KONIEC