MAJÓWKA W SŁOWENII

 dzień trzeci


 

   opracowanie i zdjęcia: Ewa Hordyniak


                        

 

   www.gliwiczanie.pl


 

   W nagrodę za dwa intensywne dni, w czasie których byliśmy grzeczną, zdyscyplinowaną grupą, trzeci dzień miał być odpoczynkowy i na luzie. Wyjazd dopiero po dziewiątej i jedziemy do miasta Piran, w którym mamy spędzić cały dzień. 
   Miejscowość Piran została po raz pierwszy wspomniana przez Anonimowego Ravennate w VII wieku pod nazwą Piranòn (Πιρανὸν). Według tradycji Piran został założony, podobnie jak Wenecja, przez uchodźców z Akwilei uciekających przed Hunami. Znane przez Greków miasto zostało włączone do państwa rzymskiego wraz z resztą Istrii w II wieku p.n.e. Od 830 do 935 roku Piran podlegał Królestwu Włoch, a później wraz z Friuli stał się własnością Bawarii, do 976 pod Karyntią: panowanie, które trwało do 1040 roku. Kolejne dwa stulecia charakteryzowały się stopniowym zbliżaniem miasta do Republiki Weneckiej, najpierw w stosunkach handlowych i dyplomatycznych, a następnie w drodze realnej unii politycznej (w 1283). W ten sposób rozpoczęła się długa współpraca Piranu z Serenissimą, która zakończyła się dopiero upadkiem tej ostatniej w 1797 roku. Otoczony potężnymi murami Piran oparł się różnym atakom piratów i różnych wrogów Wenecji, odpierając dwa oblężenia Genueńczyków w 1354 i 1379 roku. W tych stuleciach Piran nawiedziła seria epidemii: ostatnią była wielka zaraza, która w 1558 zmniejszyła liczbę jego mieszkańców o dwie trzecie.
Potem przechodziło z rąk do rąk, mając nawet epizod francuski, kiedy to sam Napoleon włączył Piran w skład Prowincji Iliryjskich. Niedługo potem miasto wcielono do cesarstwa austriackiego. Status quo trwał do zakończenia I wojny światowej, kiedy to Piran został zajęty przez Włochów. Sytuacja ta była totalnie nie w smak nowo powstałemu państwu – Jugosławii. Dlatego też w końcowej fazie II wojny światowej armia (partyzanci Tity) tego kraju wkroczyła do Wenecji Julijskiej i na półwysep Istria – a więc i do Piranu. W wyniku traktatu pokojowego z Włochami powstało Wolne Terytorium Triestu, a w nim Piran (w strefie B administrowanej przez Jugosławię). Pomimo tego, że w tamtym czasie w miasteczku w większości żyła ludność włoska, państwo jugosłowiańskie stopniowo zaanektowało całą strefę B (a Włosi strefę A). W 1991 Słowenia wraz z Chorwacją odłączyła się od Jugosławii, a Piran stał się częścią nowego państwa. Dziś najczęściej używanymi językami przez miejscowych są słoweński i włoski.

   A my wysiadamy z autokaru i na dzień dobry mamy taką modelkę......

     
   
   

 

Generalnie już od początku widoczki mamy prześliczne - miasto umiejscowione jest na cyplu wysuniętym w morze, z portem jachtowym przy głównej ulicy..... Miasto do dnia dzisiejszego zachowało średniowieczny styl wąskich uliczek oraz ciasnej zabudowy mieszkalnej. Typowo śródziemnomorskiego charakteru nadaje mu zabudowa, wznosząca się stopniowo od linii brzegowej w górę pagórka, na którym usytuowany jest Piran.

 


   

 

 

   Ruszamy zwiedzać - miasto jest wyjątkowo malownicze ; pełne krętych uliczek, wąskich zaułków ze starymi kamienicami oraz charakterystycznymi domami z czerwonymi dachami.

 






   
   



 
     Pierwszy przystanek to plac Tartiniego, nazwany imieniem słynnego obywatela miasta – skrzypka i kompozytora Giuseppe Tartiniego, żyjącego na przełomie XVII i  XVIII wieku. Pierwotnie w miejscu placu znajdowały się rybackie doki. Z czasem zostały zabudowane ważnymi miejskimi budynkami, aż wreszcie pod koniec XIX wieku zdecydowano się w tym miejscu wybudować reprezentacyjny rynek miasta otwarty na niewielką przystań dla jachtów i rybackich łodzi. Rynek Tartini otaczają prawdziwe perełki architektury europejskiej, pośród których można wyróżnić m.in.: kościół św. Piotra (zbudowany w 1272 roku, odnowiony w 1818 roku), Pałac Miejski (Ratusz, słow. Občinska palača; wybudowany w latach 1877-1879 w stylu nowego renesansu) oraz Pałac Sędziowski (Sodna palača; położony w zachodniej części Rynku; wybudowany w latach 1885–1891).  
     
   
     
  A my korzystamy z przestrzeni i decydujemy się na tradycyjne już zdjęcie zbiorowe na pamiątkę wycieczki.  
     
   
   
     

Następnie pan Stanisław prowadzi nas pod górę - w kierunku kościoła św. Jerzego górującego na miastem. Dreptamy kolejną wąską uliczką, a wśród mijanych kamieniczek wetknięty jest maleńki Kościół Oratorium Matki Bożej Pocieszenia, do którego szybciutko zaglądam.

 







 

Idziemy dalej.
     
   
   
   

 

Wreszcie docieramy pod Katedrę. Rozpoczęcie jej budowy datuje się na XII wiek.

Katedrę poświęcono 1344 roku, w dniu św. Jerzego, który ostatecznie stał się jej patronem. Swój dzisiejszy wygląd zawdzięcza restauracji, która miała miejsce w roku 1637, w epoce baroku.

Katedra św. Jerzego to skarbnica dobrze zachowanych dzieł sztuki. Na szczególną uwagę zasługują tu odlewy sylwetki jej patrona oraz malowidła ścienne autorstwa weneckiej szkoły malarskiej.

Wpływy włoskie szczególnie widoczne są w konstrukcji przykatedralnej dzwonnicy, wyposażonej w dzwon będący mniejszą kopią dzwonu św. Marka z Wenecji. Konstrukcja, szczególnie w miesiącach letnich, stanowi świetny punkt widokowy. Z jej szczytu można dostrzec nawet te bardziej oddalone części słoweńskiej i chorwackiej Istrii, a także obszary Alp Julijskich i Dolomitów.



 


   





 

   Schodzimy ze wzgórza katedralnego i trafiamy na deptak ciągnący się brzegiem morza, napchany kafejkami, restauracyjkami i generalnie szalenie malowniczy - z wałem kamieni chroniących od strony fal... 

 



 

Na samym końcu półwyspu stoi zespół dwóch obiektów: kościół Matki Boskiej od Zdrowia i niewielka latarnia. Budowla wzniesiona w XIII wieku, a następnie przebudowana w XVIII wieku, swoją nazwę otrzymała po koszmarnej epidemii, jaka panowała w Piranie.

 









 

   Oblecieliśmy cały cypel dookoła, i dostajemy czas wolny. W ilości  niebywałej. Decydujemy, że najpierw odsapka po bieganiu po schodach, jakieś piwko i coś słodkiego, a potem zwiedzamy samopas.....

 

 



 

   Wędrujemy wąskimi uliczkami, trafiamy do Akwarium - wystawy żyjątek morskich charakterystycznych dla miejscowych wód. 

 











 

Akwarium mieści się w kamienicy wybudowanej w miejscu dawnego kościoła św. Mikołaja z XI wieku, którego fundamenty odkryto i udostępniono pod przejrzystą podłogą.

 



 

A my plątamy się dalej, zahaczamy o kamienistą plaże i podziwiamy widoki. Absolutnie przepiękne miejsce.
     
   
   


   





 

  Ostatni rzut oka na port i cypel i pakujemy się do autokaru. Pełni wrażeń, bo miejsce prześliczne, takie włosko-bałkańskie, wracamy do hotelu. No ale wcale nie jesteśmy szczególnie zmęczeni, bo dzień był dość luźny i taki we własnym tempie - więc kolejna wyprawa po zachód słońca - jeszcze się napatrzeć na Adriatyk, bo jutro wracamy do domu.... 

 




   
   





 
    Jutro do domu, ale nie bezpośrednio, jeszcze dwa miejsca do odwiedzenia - więc idziemy spać z nadzieją na kolejne wrażenia.   

 
     

DALEJ